małe szczęścia

Naprawdę jestem szczęśliwa… wiem, że to chwila ale teraz właśnie jest, mała, drobna, niepozorna… jest we mnie… kreśli uśmiech, nadaje błysk zielono brązowym oczom… dodaje siły… Kolejny raz nabieram pewności, że człowiek realizuje się tak naprawdę, bez stwarzania pozorów, bez pozy, tylko poprzez drugiego człowieka. Nie można osiągnąć pełni szczęścia choć na chwilę w samotności… w odosobnieniu, bez akceptacji i zrozumienia… nawet z wypchanym portfelem. A moje małe szczęście… pomogłam… udało się, choć miałam chwile zwątpienie i złościłam się na samą siebie, że moje emocje są nieadekwatne do sytuacji, że zaangażowanie ponad miarę… ale nie potrafię inaczej.

Dzisiaj pracowałam w ogródku. Pieliłam, siałam kolejne roślinki. Zasadziłam kwiaty na tarasie… bordowo białe, ale jak się nazywają…J nie wiem. Lubię to robić choć efekty raczej marne osiągam ale ta praca pozwala odpoczywać myślom. To coś niesamowitego. Wyrywasz roślinki… zwane chwastami… kolejna, jeszcze jedna… o jak fajnie wyszła z całym korzeniem… a czy to też chwast czy może te kwiaty, które zasiałam wcześniej… Wbijam widły… przerzucam ziemię… która na krótkim odcinku jest twarda, gliniasta… grabię cały zagonek odebrany dzikiej trawie z posiadania aby za chwilę coś posiać… podlewam… jeszcze tutaj… tu więcej bo dopiero posadziłam, tu też bo świeżo posiane… jeszcze słoneczniki pod płotem… i choć kręgosłup daje się we znaki, pot okleja ciało i czuję fizyczne zmęczenie… jestem odprężona, wolna, zadowolona.

pozytywny dzień

Zaświeciło słońce i od razu poczułam w sobie więcej ciepłej, pozytywnej energii. Nareszcie poszłam na spacer na łąki i robiłam zdjęcia. Wbrew pozorom przyroda się nie spieszy, z asekuracją podchodzi do ciepłych promieni, nie da się omamić. Nic tylko brać z niej przykład. Pozory to tylko pozory, pewność potrzebuje czasu. Spacer mnie zmęczył ale i dał odpoczynek. Jakie to dziwne, że dwa przeciwstawne doznania nie kłócą się ale uzupełniają, tworzą jakąs jedność. A więc można dojść do porozumienia.

Fotografowanie ma w sobie niezwykły urok, zmienia patrzenie poprzez zawężenie pola postrzegania. Mogę skupić się tylko na małym fragmencie przestrzeni, przyjrzeć się jej, spojrzeć na kilka sposobów. Obrazy,  które dostrzegam przez chwilę pozostają we mnie na dłużej i nawet teraz gdy zamknę oczy widzę piekne motyle  na  białych kwiatach, przekwitających wierzbach i drobne, nieśmiałe kwiatki, które zachwycają swoją skromnością. W życiu też warto czasami skupić się tylko na małej przestrzeni, akurat najważniejszym fragmencie życia.

takie sobie rozmyślania

Gdy byłam młoda wydawało mi się, że to co działo się wtedy za jakiś czas zniknie z pamięci, może pozostaną jakieś zamazane wspomnienia… ale tak nie jest. W miarę upływu czasu życie wydaje się coraz krótsze, stanowi coraz bardziej zwartą całość a jedne decyzje wynikają z tych poprzednich, kolejne wybory są konsekwencją doświadczeń, błędów i sukcesów. Nic nie bierze się z niczego. Wszystko ma swoje uzasadnienie, choćby było najdziwniejsze…

Zaczyna się od domu… tutaj poznajemy relacje, zasady, obraz rodziny, wzorzec ojca, matki… później porównujemy to z innymi rodzinami - w przyszłości będziemy naśladowali swoją rodzinę, albo spróbujemy coś poprawić, ulepszyć… a w którymś momencie i tak dostrzeżemy u siebie to co tak bardzo krytykowaliśmy…  od dziecka poruszamy się wśród innych - walczymy o siebie, albo pozostajemy bierni… i z takim bagażem wyruszamy w życie… wybory dobre i złe - ich konsekwecje na zawsze w nas pozostaną, jedynie się wyciszą, oddalą… czas pomoże je oswoić i zaakceptować. Czasami człowiek sam zadziwia siebie… brnie w zaułek choć wie, że on jest ślepy ale idzie zauroczony jego niezwykłością, wrażeniem… gdy wreszcie wydostanie się z niego w ciemnościach dogasających już latarni dziwi się sam sobie po co tam wszedł… trudne sytuacje zmuszają do niebywałej odwagi o którą nawet siebie nie posądzamy… człowiek sam siebie nie zna, sam siebie zaskakuje.

Czas mija a każda decyzja jest coraz trudniejsza, bo nie dotyczy nas ale także innych… i egoizm już nie daje tej siły walki o swoje… a kolejna zmiana budzi niepokój i sił dodaje rezygnacji…

Nic nie da się wymazać i zapomnieć… tylko nieistotne szczegóły. Warto pięknie żyć aby mieć piękne wspomnienia.

kilka słów o języku i kominikatywności

Hmm… miałam coś dzisiaj napisać :) Może jak zazwyczaj trochę nietypowo… o języku polskim, ponieważ tak się złożyło, że przez ostatni czas jestem w temacie odrobinę.

Język polski … poza tym wszystkim wielkim co związane z ojczystym językiem – polskość, patriotyzm, kultura – to chodzi przecież o to, że poprzez język wyrażamy siebie w kontakcie z innymi ludźmi, uzupełniamy swój wygląd obrazem wnętrza wyrażonego słowami. Im bogatszy język i dbałość o precyzyjne wyrażanie myśli, poglądów, swojej wiedzy tym większa szansa, że zostaniemy odebrani czy zrozumiani przez innych tak jak tego oczekujemy. Współczesna komunikacja między ludźmi, wzbogacona zdobyczami techniki – gg, smsy – krótkie rozmowy telefoniczne – symboliczne maile – to wszystko prowadzi do uproszczenia wypowiedzi. Przenosimy to na płaszczyznę codziennego, bezpośredniego porozumiewania się. Chcemy zawrzeć jak najwięcej treści w jak najmniejszej ilości słów, bez wysiłku… a potem dziwimy się, że odbiór jest inny niż tego oczekiwaliśmy a konsekwencją nieporozumienia, konflikty, dystans… Stosujemy tylko nam znane skróty myślowe nie dopuszczając w swoim egoizmie, że cudze myślenie przybrało inny bieg. Wystarczyłaby pewna dbałość o słowa, staranność w ich doborze, drobna kontrola nad wypowiedzią aby nasze wyrażanie stało się bardziej klarowne. Może warto zwrócić uwagę aby wykorzystywać różne sytuacje i bogacić język, rozszerzać horyzonty a nie skupiać się jedynie na codzienności, na tych drobiazgach, które już następnego dnia nie mają żadnego znaczenia i budzić w sobie pewną świadomość językową aby nasza komunikatywność nie sprowadzała się jedynie do przekazywania informacji a wyrażała nasze odczucia, wrażliwość, widzenie świata a rozmowa dostarczała satysfakcji, prowokowała do myślenia, zaspokajała ciekawość a nade wszystko oddawała to, co rzeczywiście mamy do przekazania. Nie zapominajmy też, że rozmowa to dialog a nie monolog. Troska o uwolnienie swoich myśli niech nie przyćmi śledzenia toku myślenia rozmówcy. Podążajmy jego tropem, nie usypiajmy ani jego ani siebie.

Nasze wypowiedzi to pewna część nas, na którą coraz rzadziej zwracamy uwagę. Ważniejszy jest wygląd – ubiór, ciało, zachowanie. Tylko co nam z tego zostanie gdy czas już zabierze zewnętrzne atuty, gdy życie narysuje zmarszczki smutków i uśmiechów, gdy pewne gesty pozostaną za nami? Naszym największym walorem może okazać się bogate wnętrze i otwarty umysł a rozmowa stanie się najbardziej atrakcyjnym doznaniem. Czy będziemy na to gotowi aby podjąć interesującą, ciekawą wymianę myśli poprzez słowa? Czy usłyszymy najpiękniejszy komplement – dobrze mi się z Tobą rozmawia albo lubię z Tobą rozmawiać? Im wcześniej o tym pomyślimy tym większe szanse aby odnieść ten być może ostatni sukces. Bądźmy na to przygotowani.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy znają smak dobrej rozmowy,
delektują się atrakcyjnością słowa,
wymianą myśli prowokują umysł,
potrzebą wyrażenia siebie budują wypowiedź,
niecierpliwie oczekują reakcji rozmówcy,
a gdy nadchodzi czas rozstania ogarnia ich smutek…

Mam to szczęście, że znam takich ludzi…

Święta… za dużo w nich powinności, za mało prawdziwej radości… obowiązki narzucone przez nikogo albo przez miniony czas… próbuję im sprostać, jak zawsze… i jak zawsze kłóci się coś we mnie, jakaś sprzeczność, powstaje dysonans… czuję to w sobie i wiem, że nie uda mi się do końca tego zdusić, że w jakiejś chwili odrobina tego osobliwego buntu znajdzie ujście, przeciwstawi się komuś lub czemuś albo mnie samej. Nie lubię tego stanu.

Jak to sie dzieje, że ludzie którzy przed chwilą się kochali, pragnęli swojej bliskości teraz tak bardzo się ranią. I znając prostą drogę wyjścia, błądzą… szukają cierniowych ścieżek. Dlaczego egoizm ogarnia ich umysł i pochłania duszę a własna duma nie dostrzega cierpienia kochanej osoby. Emocje dominują bezmyślnie kierując rozumem, operując głosem wkładają im w usta przykre słowa.

A przecież niedawno miłość unosiła pod nieboskłon, była sensem istnienia… uśmiechem, nadzieją i blaskiem słońca.

Czy można rozstać się sprawiając sobie jak najmniej bólu? bo, że jakiś będzie to oczywiste. Bez zemsty w postaci dodatkowego cierpienia. Może…. pod warunkiem, że się naprawdę kochało.

Czy od miłości do nienawiści jest naprawdę tylko krok?

Hmm… dobrze się rozmawia gdy myśli same odnajdują słowa, gdy świadomość dzielenia się nimi z drugą osobą nie przeszkadza w swobodzie określania ich a wręcz przeciwnie zachęca… jakby ciągle jeszcze było mało, jakby dusza chciała odnaleźć wszystkie punkty w których przecinają się linie myśli, poglądów czy pragnień. I nie przeszkadza, że jedno ma już większość życia za sobą a drugie o wiele więcej przed sobą… to wydaje się nie mieć znaczenia… takie bratnie dusze…

oczarowanie…

Lubię być oczarowana człowiekiem… spotykam go na swojej drodze, zazwyczaj niespodziewanie, przypadkiem… wymieniam kilka zdań, dostrzegam spojrzenie, uśmiech, głos, myśli ubrane w słowa… To jest niezwykłe zupełnie, gdy u kogoś przypadkowego odnajduję kawałek siebie zupełnie podobny albo ten fragment, który stanowi moje uzupełnienie bądź każe zastanawiać się nad skrajną odmiennością….gdy zgodność odczuć zadziwia… zachwycam się jego spojrzeniem na świat, małą życiową filozofią… podziwiam „coś” co w pewien sposób jest mi już bliskie… i wiemy, bez żadnych słów, że istnieje… swoboda, którą czuję jest potwierdzeniem doznań.

I gdy kończę rozmowę albo spotkanie to już pojawia się mała tęsknota, ale ona jest potrzebna właśnie po to aby można było nieustannie zachwycać się wzajemnie sobą, aby móc nadal sobie odkrywać…

 

A w powietrzu unosi się „coś” delikatnego, zwiewnego… może subtelne nici, które otaczają nas i plączą…

nasze jakiegolwiek działania mają sens tylko w kontekście drugiego człowieka

Ponad chmurami

zmniejszone.jpg

Gdy byłam ponad samym niebem, gdy w zasięgu wzroku były góry i chmury i niekończąca się przestrzeń czułam miłe oderwanie od zwykłości i codzienności. Wszystko pozostało na dole. Cieszyłam się ta chwilą…

Cieszę się, że potrafię dostrzegać takie różne chwile, niekoniecznie tak bardzo niezwykłe jak ta na szczycie… ale, że nawet w ciągu zwykłego dnia potrafię wyłapać jakiś drobiazg, który sprawi, że zatrzymam się na pewien czas… co to może być?…. rozmowa, z kimś z kim nie wymieniam tylko informacji ale wymieniam myśli i odczucia… ptak na drzewie za oknem… kolorowe chmury, które żegnają słońce… Jej radość… Jego uśmiech… Ich akceptacja… i ta chwila gdy jestem sama ze sobą, tak jak teraz… gdy znowu czegoś się nauczyłam…

Każdy dzień z pozoru kolejny, podobny do tego który właśnie minął, ale zupełnie inny - cała sztuka to wyłapać różnicę albo ją spowodować :)

decyzje

Nasze decyzje, nawet te najmniejsze mają swoje konsekwencje… mniejsze lub większe, dotyczą nas i innych ludzi… czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wielkie mają oddziaływanie. Zapatrzeni w siebie, w swoim egoizmie dostrzegamy przede wszystkim siebie, swoje uczucia, emocje nie zdając sobie sprawy jak wielki ma to wpływ na naszych bliskich… czy choćby osoby, które są w pobliżu nas.

Emocje, uczucia… to co w nas najsilniejsze, to czego poszukujemy, co nadaje barw codzienności… gdy wymkną się spod kontroli, gdy zaczną życ swoim życiem, kosztem nas stają się niebezpieczne dla nas samych, dla ludzi których dotyczą, zagrożeniem dobrych wyborów… wreszcie bagażem doświadczeń.

Jak trudno znaleźć ten złoty środek aby szarość nie zdominowała kolejnych dni, aby dostrzegać te małe z pozoru nieistotne chwile i cieszyć się nimi… aby chwytać w dłonie to prowdziwe szczęście, które często jest w zasięgu ręki a nie gonić za czymś wyimaginownym, czego być może nigdy nie znajdziemy.

A czasami wystarczy tak niewiele - wyjść sobie odrobinę naprzeciw… powiedzieć coś życzliwego… okazać trochę ciepła… pozwolić być sobą…

To takie proste a takie trudne

Witaj wielki świecie…

Witam wielki świat dzięki Karolowi :)

nawet te trudne rzeczy nie muszą być tak bardzo smutne… uśmiechnij się do monitora albo farelki :)